Recenzja: Revlon ColorStay Mineral Finishing Powder - Rozświetlacz.
Jeśli spytam o Wasz ulubiony rozświetlacz, to większość z Was zapewne odpowie: "The Balm, Mary Lou Manizer!", albo "Nie używam, nie widzę sensu...".
Zanim na rynku pojawił się The Balm, a dokładniej to z rok wcześniej, trafiłam na rozświetlacz firmy Revlon, do którego kupna zachęciła mnie... cena (allegro) i dobre opinie na wizażu.
Za to zniechęcał mnie jego różowy kolor... Ostatecznie jednak zdecydowałam się na kupno i zdecydowanie nie żałuję!
Odkąd po raz pierwszy użyłam rozświetlacza, zrozumiałam o co tyle szumu. Produkt ten naniesiony na szczyty kości policzkowych, nos, wewnętrzne kąciki oczu i łuk kupidyna, powoduje, że nasza buzia wygląda na bardziej wypoczętą, świeższą, młodszą i zdrowszą.
Jak się okazało różowej poświaty na buzi nie widać (przy odpowiedniej ilości nałożonej na buzię, ale z samym rozświetleniem przesadzać też nie można).
Sam kosmetyk jest dość miękki i odrobinę się pyli, ale nie tak jak np. matowe cienie z Inglota. Jego konsystencja jest wyważona idealnie. Produkt spokojnie możemy nakładać i palcem i pędzlem. U mnie utarło się jakoś, że aplikuje go zazwyczaj palcami, ot, tak mi się bardziej spodobało. :)
Nie mogę nie wspomnieć, że jest NIESAMOWICIE wydajny. Tutaj znów go porównam - jest wydajny w takim samym stopniu jak róże firmy MAC. Ja swój mam już 1,5 roku - 2 lata i do tej pory zobaczcie ile mi go zostało...a używam go przy każdym makijażu.
Dodatkowo do zakupu zachęca cena, na allegro jest do dostania za ok. 15-20 zł.
Ma jednak jedną wadę, która przeszkadza mi dość znacznie - opakowanie. Jest bardzo duże, kanciaste. Wolałabym coś na kształt samego rozświetlacza, ponieważ plastik niepotrzebnie zajmuje miejsce w naszej kosmetyczce.
(Rozświetlacz na szczycie kości policzkowej, a pod nim róż)
Podsumowując: Mimo minusu, który nie jest wcale takim małym, jak przychodzi co do czego (wyjazdy), jest to produkt cudowny. Pięknie mieni się na buzi, łatwo i szybko można go zaaplikować, trzyma się idealnie przez cały dzień... Czego chcieć więcej?
Uwielbiam używać go do delikatnego makijażu (szczególnie w okresie letnim), nakładam go wtedy również na powieki i moja buzia wygląda dzięki niemu o niebo lepiej!
Macie swojego ulubieńca wśród rozświetlaczy?
A może nie używacie i twierdzicie, że to strata czasu i pieniędzy?
Dajcie znać w komentarzu!
P.S.: Lou Manizer nie mam, bo jeśli się nie opalę to jest dla mnie za złoty. :(

No tak... Mary Lou jest boska! Ale mam i uwielbiam też MAC Soft and Gentle oraz Undressed z MUA . No i moje Famous Lady i Mariah! Ja rozświetlacze KOCHAM to tak, po prostu :)
OdpowiedzUsuńWygląda zachęcająco, ja jakoś nigdy nie używałam rozświetlacza, bo zawsze miałam inne ważniejsze wydatki :)
OdpowiedzUsuńJa używam Mary-Lou od TheBalm i jestem z niego ogromnie zadowolona :)
OdpowiedzUsuńa ja posiadam rozświetlacz mary lou oraz inglota (który też ma różowe tony) i o wiele częściej sięgam jednak po inglota. Jest świetnie zmielony i na bladej cerze wygląda korzystniej :)
OdpowiedzUsuńCiekawy, ale jak dla mnie ma za dużo drobinek. Wolę rozświetlacze, które dają efekt idealnej tafli :)
OdpowiedzUsuńbardzo ładnie wygląda na buzi :)
OdpowiedzUsuńBardzo ładnie się prezentuje - sama sie zastanawiam nad jakimś rozświetlaczem :)
OdpowiedzUsuńMam małego fioła na punkcie rozświetlaczy, już wstyd mi przyznać się ile ich mam ;) Ten bardzo lubię choć ostatnio częściej używam MUA Undress Your Skin :)
OdpowiedzUsuńA jaki podkład stosujesz i polecasz. Tak pieknie podreślasz cerę? Jakiego produktu używasz?
OdpowiedzUsuń