HIT czy KIT?: Rozświetlacz Mac Mineralize Lightscapade.
Witajcie kochani! Dzisiaj chciałabym się podzielić z Wami pierwszym wrażeniem, bo po ponad miesiącu używania, rozświetlacza firmy Mac w kolorze Lightscapade.
Rozświetlacz jest dla mnie elementem makijażu, którego nigdy nie pomijam. Uwielbiam efekt świeżości jaki nadaje Naszej buzi i uważam, że odpowiednio dobrany służy naprawdę każdemu.
Jeśli chodzi o moje preferencje to obficie podkreślam łuk kupidyna - ten zabieg natychmiastowo sprawia, że czuje się o wiele bardziej kobieca i pewna siebie, szczyty kości policzkowych - glow, który później mogę zaobserwować, zawsze wywołuje u mnie zachwyt, a także delikatnie zaznaczam środek nosa - aby wszystko zrównoważyć i wzmocnić efekt wypoczętej buzi. Ostatecznie, wygląd makijażu po użyciu rozświetlacza a przed, robi dla mnie taką różnicę i powoduje takie emocje, że nie pozostaje mi nic więcej jak namawiać innych do używania go. :)
To, że miłośniczką rozświetlaczy jestem, to już się dowiedzieliście, ale czy moim sercem zawładnął sam produkt?
Przyznam szczerze, że jeśli chodzi o niego, to trochę się przeliczyłam. Dlaczego?
Glow, który pozostawia na buzi jest bardzo subtelny i ciężko jest nim sobie zrobić "kuku", jeśli w ogóle. Niby wydaje się, że to dobrze. I owszem, nawet śpiesząc się, możemy nim operować na ślepo i nie musimy się martwić, że będziemy wyglądać jak spocone czy nie-do-końca stabilne emocjonalnie.
Kłopot tkwi w tym, że dzięki wygranej u Sweet&Punchy (za którą jeszcze raz dziękuję, a Was zapraszam na jej bloga, który jest prowadzony rzetelnie i z wielką pasją - klik!) mam przyjemność używać rozświetlacza firmy Benefit - Watt's Up!, który ma kremową formułę (jest w sztyfcie) i jak dla mnie, rozwala wszystkie pudrowe rozświetlacze na łopatki. Szkopuł tkwi właśnie w konsystencji, dzięki temu, że Benefit postawił na bardziej mokrą, to i efekt jaki otrzymujemy na twarzy, tym się charakteryzuje.
Ale dziś nie o tym! Może kiedy indziej Wam o nim opowiem, jeśli będziecie mieli ochotę. :)
Żeby więc było sprawiedliwie rozświetlacz Mac'a muszę porównywać do jego pudrowych przyjaciół. Jak wypada na ich tle? Zdziwicie się - NAJLEPIEJ! Ponieważ:
- Opłaca się! - Co mogłoby się nie wydawać, ale przy 10g produktu płacimy za niego ok. 110 zł, a trzeba dodać, że jest wydajny, przy czym inne rozświetlacze dostępne na rynku, albo są tańsze i nie dają naturalnego rozświetlenia, albo mniej kosztują, za mniejszą pojemność, a po przeliczeniu na 1g cena wychodzi zbliżona,
- Jest wytrwały w boju - Nic mu niestraszne, zostaje na buzi, w przeznaczonym dla siebie miejscu od nałożenia, po zmycie makeup'u,
- Ma dobre opakowanie - Jak to Mac. Mnie on swoimi opakowaniami (mam na myśli starą wersję), przekonuje. Prostota i elegancja jest dla mnie zawsze na plus. Dodatkowo zaliczyłabym go do wytrzymałych i funkcjonalnych. Wieczko otwiera się do samego końca, nie zatrzymuje prostopadle do podłoża, jak to zazwyczaj, co znacznie ułatwia życie.
- Przy twardszych pędzlach bardzo się kruszy, więc trzeba obchodzić się z nim ostrożnie. Wada więc jest, ale łatwa do wyeliminowania. :)
Oto efekt na buzi (mówiłam, że subtelny!):
Podsumowując: Jeśli stawiacie na pudrowe rozświetlacze i nie czujecie się za dobrze w nakładaniu mokrych konsystencji na suche, to mogę Wam jak najbardziej polecić ten produkt, bo wśród innych "pudrowców" jest dla mnie najlepszym. Jednakże, jeśli stawiacie na mocniejszy blask i nie boicie się wyzwań (mokre na suche) to raczej wstrzymałabym się od zakupu i sięgnęła po coś innego... Po co konkretnie? To już się pewnie domyślacie, ale o moim kremowym hicie kiedy indziej. :)
Używacie rozświetlaczy?
Macie swoich ulubieńców?
Macie swoich ulubieńców?
Dajcie znać, czekam z niecierpliwością na każdą informację! :)

Ojjj używam i też na co dzień :)
OdpowiedzUsuńMam Soft&Gentle oraz MaryLou -
Oba uwielbiam. Lightscapade chcę już od dłuższego czasu
Ja mam, podobnie jak Anna z komentarza wyżej, Mary-Lou i bardzo go sobie chwalę :) Czasami używam też Kobo, ale jest baaaardzo delikatny :)
OdpowiedzUsuńużywam Biedronkowego i Mary Lou, ten kusi mnie ogromnie...
OdpowiedzUsuńIdealny:)
OdpowiedzUsuńchętnie bym przygarneła :)
OdpowiedzUsuńUwielbiam rozświetlacze i używam ich w 90% dziennych makijaży :). Podobnie jak Ty nakładam nie tylko na szczyty kości policzkowych ale też na łuk kupidyna :). Macowe rozświetlacze od dawna mnie kuszą, ale mam tyle innych, że chyba pora skupić się na zużywaniu :D
OdpowiedzUsuńodwróciłaś uwagę oczami i ustami! <3
OdpowiedzUsuńŚwietny ;)
OdpowiedzUsuńLubię taki delikatny efekt rozświetlenia, dlatego na pewno przypadłby mi do gustu :)
OdpowiedzUsuńAż wstyd się przyznać, ale w moim kuferku nie ma jeszcze ani jednego rozświetlacza. Jednak od jakiegoś czasu czaje się na Mary lou i mam nadzieje, że w końcu trafi w moje jednorożcowe kopytka ;D
OdpowiedzUsuńJa też uważam, że rozświetlacz jest nieodłącznym elementem makijażu. Stosuję Earthnicity Minerals, który potrafi sprawić, że moja skóra nawet po nieprzespanej nocy wygląda na wypoczętą i rozpromienioną:) Muskam nim również kości policzkowe dla pokreślenia kształtu twarzy. Mówię Wam - efekt znakomity:))
OdpowiedzUsuńbardzo podoba mi się ten produkt, przykuł moją uwagę kiedy poszłam po Soft& Gentle :))
OdpowiedzUsuń