O wartościowaniu i obalaniu mitu ideału - z HYBRYDAMI w tle!
Czy
pisząc bloga o tematyce urodowej musi być błaho?
Musi
obyć się bez głębszych refleksji czy rozważań na temat
życia?
Nie.
Ale tak się przyjęło...
Nigdy
nie chciałam żeby moja strona była odbierana przez innych jako
puste miejsce zbierające suche recenzje i ładne zdjęcia,
dopasowujące się dzięki temu idealnie do tony innych blogów.
Koniec końców jednak tak się stało. Kiedy objęłam
"SkonfundowanąPannę" ogółem, nie spodobało mi się to
co zobaczyłam - brak
tu głębszego sensu, który przecież tak mocno towarzyszy mi na co
dzień. Postanawiam więc to zmienić, zaczynając od
teraz.
Post
pierw napisał się sam, a dopiero teraz dopełniam go o ten wstęp,
bo uważam, że potrzebne są tu wyjaśnienia.Także zacznijmy od
początku, a właściwie to po prostu przejdźmy do meritum, czyli
tego co mi w duszy gra. :)
*
Lakier
pochodzi ze strony polskiego
dystrybutora - bardzo polecam Wam zakupy tutaj! Źródło
sprawdzone przeze mnie. :)
Dziś
czynnikiem "zapalnym" były moje paznokcie oraz pewna
rozmowa.
Patrzę
tak na swoje dłonie i myślę sobie: "Pierw
zdecydowane, klasyczne bordo, teraz dziewczęcy, cukierkowy róż z
kwiecistym dodatkiem. Dwa różne bieguny, a mimo to odzwierciedlają
mnie jako osobę tak samo mocno..."
Czy
to źle czy to dobrze? Tego już nie pomyślałam,
choć mogłam, ale za to zrobiła to moja mama
zastanawiając się nad czymś kompletnie innym.
Robiłam
jej badania (studiuję psychologię), po czym gdy przedstawiłam
jej wyniki, zapytała po chwili namysłu:
-
Ale to dobrze czy źle?
-
A jak uważasz? - Odpowiadam.
-
Chyba nie jest tak najgorzej... - Powiedziała bez
przekonania.
I
oczywiście ja, jako że taka po prostu jestem, wygłosiłam
tu pouczający monolog,
umotywowany
chęcią poprawy jej życia:
-
Mamo, nie powinnaś się oceniać, a
tym bardziej prosić o ocenę Ciebie, innych.
Tak
mnie boli to, że to robisz, że aż przeraża. To na pewno dlatego,
że ja też tak robiłam:
pytałam
innych o ich zdanie na temat mojego wyglądu ("Jak mój
makijaż?") i też chciałam,
żebyście
Wy (ona i tata) podejmowali za mnie decyzje, kiedy nie
raz pytałam się,
co
mam zrobić, jak postąpić, w ważnej dla mnie sprawie, której
towarzyszy jakaś zmiana. Zorientowałam się, że bałam
się wtedy nieświadomie, że jak zadecyduje o czymś sama,
to
nie daj Boże podejmę złą decyzję i ktoś mi to wytknie...
Dzięki
mojej misji życiowej i zgłębianiu jej z zamiłowaniem, a także
przez
wiele
przeczytanych tekstów i wypowiedzi Profesorów, coraz
silniej docierało do mnie
jak
toksyczne jest ocenianie siebie i proszenie się o tą ocenę innych.
Aż w końcu przestałam.
To
nie jest proste i nie przychodzi na pstryknięcie palców, ale
zacznij od czegoś łatwiejszego - Przestań się w
reszcie pytać mnie codziennie rano przed pracą:
"Dobrze
w tym wyglądam?", "Dobrze mam nałożony róż?",
"Nie
jestem za blada/za gruba na tą bluzkę?... Boże jaka ja jestem
gruba!"...
HALO!
Mamo i wszystkie inne kobiety oraz mężczyźni!
NIE
WARTOŚCIUJMY SIĘ.
Po
co? Dla czego? Jakie mamy mieć z tego profity?
...
Wiecie
jakie?
Jak
ktoś Wam powie, że wszystko super, ok, to się czujemy
tak dobrze, dumnie, lżej. Ale kiedy zdarzy się taka
sytuacja, że ktoś nie będzie Nam pochlebiał ( tak np. ja
mamie: Jestem z nią zawsze szczera i czuje się dobrze mówiąc jej,
że wygląda w czymś okropnie i lepiej żeby założyła to i to.
Nie oszukuje jej i siebie.) to albo spróbujemy się odnieść
do jego słów, albo co zdarza się w 99% częściej będzie
nam przeraźliwie źle, przykro i możemy nawet zacząć być
bardziej podirytowanymi czy agresywnymi, bo przecież...
nie to chcieliśmy usłyszeć.
Śmiesznie
pracują Nasze mózgi, nie? ;)
No
więc właśnie. Prócz tego, żeby
budować swoje zdanie i obraz własnego ja
wyłącznie
na swojej podstawie, to zadbajmy o to, żeby nie mówić sobie
samemu:
"Jaki/jaka
z Ciebie idiota/idiotka!".
Jesteśmy
kosmicznie wręcz różni od siebie. Każdy ma prawo mieć swoje
zdanie,
swoje
upodobania i podejmować swoje drogi życiowe. I wiecie co?
KAŻDA
z nich będzie ODPOWIEDNIA. Dobra.
Dlatego,
że będzie pochodziła z głębi Nas, a więc będzie
najlepszym co możemy sobie dać.
Nie
ma rzeczy dobrych i złych, na prawdę.
Świat
to nie czerń i biel. Tak samo dobre jest pasjonowanie się fizyką,
jak
nie pasjonowanie się niczym, praca na wysokim stanowisku
kierowniczym jak i praca w toaletach publicznych.
Nie
ma lepszych czy gorszych.
Zostawmy
w spokoju ten zakichany ideał, do którego dąży większość z
Nas.
On
nie istnieje. Dowód?
Definicja
Ideału - Coś
absolutnie doskonałego. Nierealnego.
Dziękuję
jeśli ktoś był skłonny przeczytać ten post w całości.
I
jeszcze bardziej dziękuję, jeżeli okaże się, że otworzyłam nim
komuś oczy.
Trzymajcie
się ciepło!

wpis fajny a do tego piękne paznokcie :))
OdpowiedzUsuńJa zawsze idąc na jakąś imprezę pytam siostry czy mogę tak iść, czy to do tego pasuje, itd. Wiem, że od niej usłyszę zawsze szczerą opinię ;). Ona robi tak samo ;).
OdpowiedzUsuńA manicure przepiękny!
Hej ☺post przeczytany do końca i zgadzam się w 100 % zawsze będzie ktoś ładniejszy, mądrzejszy, lepszy od nas i tak samo gorszy w każdym z aspektów. Porównywane się i patrzenie tak bardzo na innych z góry nie ma sensu ☺
OdpowiedzUsuńP.S. Z góry nie chciałabym oceniać czytelniczek tego bloga ani generalnie blogów urodzonych bo sama nią jestem. Penetrację internet w poszukiwaniu upiększających ciekawostek i recenzji. W tym poście dowiedziałam się co ci w duszy gra i czegoś o meandrach ludzkiego umysłu. To jednak nie powód dla którego ktoś wchodzi na bloga urodowgeo. Nie ma nic złego w tym ze blogi urodowe są o rzeczach w tym związanych, taki ich cel. Nie uważam żadna z ich autorek za pustaka. Jeśli chcesz się realizować tez w innej dziedzinie blogosfery, załóż innego bloga ☺ i ludzie którzy tam będą wchodzić, będą oczekiwać właśnie takiej tematyki i wtedy też szansa na głębsza dyskusje ☺. To tylko taka moja opinia i szczery pomysł. Trzymaj się i powodzenia ! ☺
bardzo mądre słowa :)
OdpowiedzUsuńz poniedziałku potrzebuję takich tekstów, świetnie to napisałaś. Jeśli tylko mogę to radziłabym zmienić te malutkie literki w tekście, bo strasznie ciężko się je czyta.
OdpowiedzUsuńI takie blogi lepiej się :) chociaż faktycznie czcionkę bym zmieniła, bo oczy bolą :) i popracuj troszkę nad błędami, bo naliczyłam ich w tekście sporo ;)
OdpowiedzUsuńA co do semilaca - uwielbiam ich lakiery! Mam mnóstwo kolorów, które stosuję w zależności od nastroju i w każdym czuje się rewelacyjnie, mimo, że mogą być bardzo różne. W każdym jestem sobą :)
Mój jeden z ulubionych kolorów :)
OdpowiedzUsuńPrawda jest taka, że zawsze się wartościujemy w taki czy inny sposób, zawsze szukamy potwierdzenia słuszności naszych decyzji, bo nie chcemy ponosić za nie pełnej odpowiedzialności. I nie uważam, że jest coś złego w zapytaniu najbliższych o ich zdanie na jakiś temat, zwłaszcza jeśli decyzja ma zmienić kompletnie nasze życie, znacząco wpłynąć na jego bieg. Jednak jeśli ślepo podążamy za tym co ktoś nam mówi, to już jest poważny problem, bo nie żyjemy wtedy własnym życiem, a życiem mamy, taty, babci, starszego brata, chłopaka, męża, przyjaciółki... Ja zawsze staram się przedstawić swoją opinię w taki sposób, aby komuś pomóc, a nie na zasadzie "ja na Twoim miejscu..." bo nie jestem na miejscu tej osoby. I nigdy nie będę. Nie osądzam, nie oceniam, nie wartościuję i szufladkuję.
OdpowiedzUsuńKażda ważna decyzja powinna być naszą własną, przemyślaną. Owszem, można zapytać najbliższych o ich zdanie na dany temat, jeśli ono nas interesuje. Jednak jeśli mamy już wyrobioną opinię na jakikolwiek ważny dla nas temat i jesteśmy w pełni przekonani o jej słuszności, pytając kogoś bliskiego, aby utwierdził nas w tym przekonaniu, należy brać pod uwagę, że jego zdanie może się diametralnie różnić od naszego i niekoniecznie się nam podobać. I malo jest osób, które w takiej sytuacji nie będą przekonywać, że jednak ich opinia jest lepsza, bardziej przemyślana, a to już niebezpieczna gra.
Podjęłam w życiu kilka na prawdę istotnych dla mojej przyszłości decyzji. Większość z nich podjęłam sama, z nikim ich nie konsultując, nawet z tatą, który po śmierci mamy jest najbliższą mi osobą. I za te decyzje jestem w 100% odpowiedzialna. I dobrze mi z tym.
Ps. Sama też chciałam iść na psychologię, ale w końcu jakoś nie wyszło. Ładnie to napisałaś :)